24.10.2008 - Wakacje, praca (magisterka tez!
itd.
Tak tak, znowu sie obijam z newsami, ale już trudno 
Co z nowych rzeczy? Jeszcze we wrześniu zrobiliśmy w końcu progi w naszym fiaciku, tak żeby nie straszył mechaników
Teraz można go już uznać za względnie sprawnego, szczególnie odkąd przetestowaliśmy jego osiągi na A4 

Zamiast wrzucać tu milion fotek odsyłam po prostu do galerii

Z rzeczy powakacyjnych to udało mi się (chyba) skończyć magisterkę! Teraz czekam jeszcze na klepnięcie jej przez promotora i cyrk obronny czas zacząć!
Poza tym, wraz z końcem magisterki dzień dziecka się kończy i wracam na pełny etat - szkoda, bo bardzo mi pasowały wolne piątki... :(Buziaczki
komentarzy (0)
13.09.2008 - No i znowu cisza 
Tym razem po półtoramiesięcznej przerwie Jaskier powraca! 
Dla odmiany, tym razem sporo się działo, ale jakoś nigdy nie mogłem siąść żeby coś naskrobać... Postaram się przedstawić niusy chronologicznie, a więc...
Stanęło na "zaledwie" 12-letniej Bravie od znajomej taty. W nasłabszej wersji 1.4 12V 80KM, bez klimy, alusów i innych bajerów, ale jeździ (w większości przypadków
) i była tania, bo kosztowała nas... 4200zł 
Szukając analogii: bravo=sid+avidy+koła

Jak już pisałem, planowaliśmy coś młodszego i droższego i teraz myślę, że dobrze że nie poszliśmy tą drogą (momentalnie mi się z Sabą skojarzyło
). Bo do 4200zł doszło już drugie tyle na: rejestracje, ubezpieczenie, bagażnik na dach, sensowne radyjko, doprowadzenie auta do stanu używalności itp.Tak więc rada dla jeszcze "bezautowych" - nie kupujcie samochodu za wszystkie pieniądze jakie macie!
Teraz może kilka słów o samym autku:
- gabarytowo wygląda na niewielkie i pod względem manewrowania, parkowania itp. tak też jest. Natomiast w środku, przynajmniej na przednich fotelach, miejsca jest więcej niż w naszym Renault Megane - po prostu luksus! Bagażnik też przyzwoity (spakowaliśmy się do niego w 4 osoby), po rozłożeniu kanapy wejdzie i rowerek - o to właśnie chodziło!
- pod względem silnika nie jest już niestety tak różowo. Gdy kupowaliśmy auto, patrzyłem w zasadzie tylko na spalanie, będąc zdania że na początek to każde auto "da radę". Otóż jak się okazuje, przy naszych malutkich przebiegach koszty paliwa schodzą na bok. Co denerwuje mnie dużo bardziej, to fakt że tym autem po prostu nie da się jechać agresywnie. Gdy jest zimne, to w ogole najlepiej jechać <3000 RPM i czekać aż się nagrzeje, a później jeśli chcemy powyprzedzać, to auto trzeba prowadzić po "hondowemu" czyli >5000 RPM i może nic nie pojedzie z przeciwka

Podsumowując, w kwestii auta: gabaryty auta jak najbardziej trafione, gdyby tylko silnik był mocniejszy...

W przyszłym tygodniu czeka mnie ostatni wydatek z tych "na wejściu", czyli wymiana przerdzewiałych progów. Trzeba to zrobić, bo są w tak tragicznym stanie, że mechanik boi się wejść pod auto, gdy ma je na podnośniku

2. MTB Marathon w Krakowie - 31.08.2008r
Coroczna impreza p. Golonki, na której wstyd byłoby się nie pojawić (chociaż niektórzy myślą inaczej
). Z uwagi na kompletny brak formy zdecydowałem się wystartować na dystansie... (uwaga) MINI 
Miałem jeszcze w pamięci zeszłoroczny start po miesiącu nietrenowania z powodu praktyk studenckich, gdzie na ostatnich 20km mega żygałem i jechałem 20km/h. Wolałem nie sprawdzać jak będę się czuć po 10 miesiącach spędzonych przed kompem

Tak więc z rana zapakowaliśmy się z Gosiakiem do naszego Fiacika, Giant poszedł na dach i burżujsko pojechaliśmy na Błonia
Co by nie mówić o samochodach, to wygodne to ustrojstwo - do bagażnika poszły narzędzia i chyba wszystkie ciuchy rowerowe jakie mam. Przebrać się mogłem na miejscu, nie marzłem czekając na miejscu - luksusik

Startowaliśmy z GIGA, a ja miałem ciche marzenie by utrzymać się w czubie gigowców do rozjazdu GIGA/MINI. Szpica urwała mnie jednak już w Lasku Wolskim i po małej weryfikacji planów znalazłem sobie miejsce w drugiej grupie.
Jechało mi się dobrze, z pulsem typowym dla XC a nie dla maratonów, ale w końcu mini to bardziej XC. Na wspomnianym rozjeździe usłyszałem trochę dowcipów i pytań "gdzie to ja jadę", ale co tam - mój cel był jasny

Szybko znalazłem się w 3 osobowej grupce, gdzie sensownym tempem przemierzaliśmy kolejne kilometry trasy. Tempo cały czas w okolicach 30-35km/h, puls ~185 i brak problemów z oddychaniem oznaczały, że jest OK.
Nasza grupka rozerwała się dopiero przy Kryspinowie (w drodze powrotnej). Tu też zaczęły się moje problemy - w lewej łydce złapał mnie potężny skurcz. Udało mi się go jakoś rozkręcić - na tyle skutecznie, że wyprzedziłem niedawnych kompanów i dociągnąłem się do kolejnej grupki.
Kilka następnych kilometrów to niestety kolejne 3 skurcze w tej samej, nieszczęsnej łydce, które zmuszały mnie do ciągłej pogoni za uciekającą mi grupką i skutecznie uniemożliwiały próby ataków z mojej strony.
W końcu (po godnych szacunku... 33km
), wtoczyliśmy się na Błonia, gdzie jako fullowiec upatrywałem swoją szansę na udany finisz. Jak przystało jednak na Krakusa i zawodnika MTBO... zabłądziłem na Błoniach
Było tam jakieś dziwne oznakowanie, a ja patrzyłem tylko na koło gościa przede mną... no i wywiózł mnie w maliny. Koniec końców udało mi się odzyskać stracone pozycje i finiszować jako drugi z naszej grupy.Jak się za chwilę okazało, skończyłem na 15 miejscu OPEN i 8 w M2 - do zaakceptowania, biorąc pod uwagę moją żałosną dyspozycje i lamerskie skurcze. Do zwycięscy straciłem 10 minut, do Ani Szafraniec 4 - następnym razem będzie na odwrót Panowie i Pani!
A co do samego dystansu Mini - to bardzo mi się podobało! Podchodziłem do niego bez większych oczekiwań i stresu - to miała być czysta zabawa
No i nawet się udało, głównie z uwagi na trasę o poziomie technicznym dla przedszkolaków i brak wycinaków rodem z XC (no może poza TOP5). Na razie nie wyobrażam sobie podróży np. do Karpacza dla 25km ścigania, ale kto wie - może na wiosnę moja wyobraźnia się poprawi 
Myślę, że zaległości mogę uznać za nadrobione, dla wszystkich spragnionych jaskrowych niusów jak zawsze buziaczki!
komentarzy (0)
25.07.2008 - Jeszcze żyję (podobno
)
Moja średnia częstotliwość postowania (raz na miesiąc) musi być mniej więcej zachowana więc coś naskrobie ciekawego 

Przy glebie uszkodziłem moja wysłużoną już kierownicę Tiogi - 3 sezony ścigania, to i tak bardzo dobry wynik! Do Gianta zawitała więc kiera od Tomka Ritcheya, model WCS w rozmiarze 25.4x550mm. Z tego powodu Giant przytył o 5 gramów, widać jemu też nie służy odpoczynek

Poza ręką, udało mi się w dożyć do terminu tomografii komputerowej mojego łba (to a propos wiecznego kataru i ogólnie problemów z oddychaniem). Wg lekarzy wszystko jest w porządku i fakt, że jeden kanał nosowy jest 1/4 szerokości drugiego jakoś im nie przeszkadza - nie ma jak polska służba zdrowia
Do nikogo tam nie dotrze, że od prawidłowego oddychania to sporo w sporcie zależy 
Poza medycznymi newsami, to kupujemy w końcu samochód! Dość już kombinowania "czym pojedziemy na weekend w góry", dość stania w deszczu w oczekiwaniu na autobus. Faworytów mamy bardzo różnych, bo od małych hatchbacków jak Fiat Bravo, przez większe np. Fiat Brava, Citroen Xsara, po auta jeszcze większe jak Saaby, Rovery czy też wymarzona Alfa Romeo 156. Co kupimy? Pewnie to co nam się trafi w dobrym stanie

Buziaczki! Stay tunned!
komentarzy (0)
13.06.2008 - Co cię nie zabije, to cie zmęczy :]
Od Karpacza minęły już wieki, a tu newsa ani widu ani słychu.
Co u Jaskierka słychać? Głównie smarkanie i kaszel 
Nie wiem co to się ze mną w tym sezonie podziało - od dziecka choroby mnie omijały, zdrów jak koń i już! A od wspomnianego Karpacza praktycznie cały czas jestem przeziębiony. Jest taka powszechna opinia, że organizm w formie jest bardzo podatny na infekcje - CHOOOLERA, ALE JA MUSZE MIEC FORME! 
Pierwszy to II Kolarska Majówka w Wieliczce - 18 maja 2008.
Długo oczekiwany debiut na szosie, niestety pojechany na chorobowym... Chciałem to całkowicie odpuścić, ale za namowami Polsona postanowiłem wystartować i przejechać tyle okrążeń na ile starczy mi sił. Skończyło się na 4 kółkach z 8 - dobre i to. Ogólnie bardzo mi się tam podobało i myślę że nie był to mój ostatni start na szosie, chciałbym tylko żeby był to ostatni start na chorobowym w tym roku

Drugi wyścig to oczywiście atrakcja sezonu czyli IV Tour de UEK.
Tu nawet w szczycie zdrowia zawsze musiałem się bronić przed dublem, ale że zabawa przednia, no i moje śmieci, więc nawet nie brałem pod uwagę pauzowania. Ogólnie po nafaszerowaniu się tyloma proszkami, że już przestałem je liczyć odetkałem nos i jakoś mi się nawet jechało. Niestety innym jechało się jakoś... szybciej i po 8 okrążeniu z 10 dostałem dubelka - beeez kitu co za sezon

Od tej pory postanowiłem odstawić na trochę rower i w końcu wyleczyć się całkowicie - mam nadzieję że w końcu się uda!
komentarzy (0)
04.05.2008 - Zimny majowy weekend...
No i minął majowy długi weekend - w tym roku bardziej przypominał październikowy, ale to inna historia
W czwartek 1 maja wystartowałem w 2 edycji Powerade MTB Marathon w Karpaczu. Jak poszło? Niestety zaskakująco słabo :(
Dojechaliśmy na miejsce dzień wcześniej, wszystko wyglądało idealnie - pogoda w normie, nocleg OK, żadnych problemów sprzętowych ani zdrowotnych - żyć nie umierać. Pierwszomajowy poranek, zgodnie z prognozami przywitał nas zimnem i deszczem. Dotarliśmy do Karpacza na 9, ale godzinę spędziliśmy grzejąc się w aucie, podczas gdy ulice spływały wodą. Na szczęście o 10 deszcz sie przerwał i już nie powrócił.
Na starcie dzięki pomocy Polsona, miałem idealne miejsce w pierwszym rzędzie w 3 sektorze - po prostu lepiej być nie mogło...
11.00 - start i wszystko się zaczęło. Już przy wyjeździe ze stadionu byłem jakies 3 rowery za Polsonem - jak się potem okazało później było już tylko dalej, a skończyłem prawie 15 MINUT w tyle (gratuluje występu, w końcu udało Ci sie skopać mi dupę i to z fasonem
).Tyle nasłuchałem się o tych karpackich podjazdach, że postanowiłem nie szaleć i spokojnie kręcić pod górę. Do Dwóch Mostów dojechałem tak świeży, że w spokojnie gadałem sobie z ludźmi obok (na co oni dziwnie się patrzyli
). W ogóle całą trasę przejechałem DUŻO za spokojnie, co niestety oznaczało też bardzo powoli. W rezultacie zająłem żałosne 123 miejsce open i 72 w M2, co porównując do osiągnięć reszty kolegów z teamu nie wymaga specjalnego komentarza...Co zawiodło?
Na pewno nie sprzęt - rower jechał fantastycznie, pomimo że trochę przegiąłem z twardością zawieszenia (w pewnym momencie musiałem się upewniać, że Sid się nie zablokował
). Rower jechał jak trzeba, biegi zmieniały się idealnie, hamulce działały super - wszystko tip-top. Trasa? Lepszej trasy pode mnie chyba nie mógłbym sobie wyobrazić - fantastyczne długie, miejscami ostre podjazdy, stosunkowo łatwe zjazdy, szerokie drogi ułatwiające wyprzedzanie. Cud miód i orzeszki!
Kolarz? Niestety tak... Tej wiosny może nie trenowałem tyle co zwykle, ale robiłem to z głową i jedno mogę powiedzieć szczerze - noga jest. Ale co to się stało tego nieszczęsnego 1 maja? Nie wiem. Podjazdy szły idealnie, zjazdy też bez problemów, tylko wszystko... niewystarczająco szybko. Gwoździem do trumny był średni puls na trasie - 163
Przy moich zeszłorocznych średnich powyżej 170 w maratonach i powyżej 190 w XC, jasno widać że albo coś się u mnie diametralnie zmieniło albo nie dałem z siebie wszystkiego. Jak było w rzeczywistości już się raczej nie dowiem, ale prędzej wypluje płuca na następnym wyścigu niż znów pojadę wycieczkowym tempem!Na koniec załączam jeszcze raz moje wyniki, chyba w ramach samoubiczowania:

time: 3:05:19.828
distance: 55.98km
avg: 18.1km/h (kolejny gwóźdź do trumny)
miejsce: 123 OPEN, 72 M2
Więcej fotek można zobaczyć tutaj.
Gratuluje wszystkim pozostałym zawodnikom z Subaru świetnego występu!
Niech noga podaje!
komentarzy (0)
26.04.2008 - Pogląd Jaskra, starego uphillowca, na temat full suspension... 
O ramach z pełnym zawieszeniem napisano już tyle, że ciężko chyba wymyślić coś nowego, więc zamiast kombinować opisze moje pierwsze 2 terenowe jazdy na Giancie. Z uwagi na to, że największą wagę przywiązuję do tego, jak rower podjeżdza, to zacznę od tej strony.
Piątek:
Jak się potem okazało, miałem pustą komorę SPV w damperze - całe powietrze uszło gdy wykręcałem pompkę... 
W tej konfiguracji Giant był tragiczny. Bujał tak strasznie, że każda próba przyspieszenia ze stawaniem na pedałach, powodowała "jazdę w budyniu" - połowa mocy w gwizdek
Po płaskim i w dół jeździł fajnie, ale gdyby miało się okazać że tak wygląda jazda na fullach do XC, to myślę że Gary szybko wróciłby z garażu...
Po prostu do ścigania wg mojej definicji nie nadawał się zupełnie.
Sobota:

Jak się okazało był to strzał w dziesiątke. Rower już tak nie buja, a mimo to jest czuły na nierówności i pracuje jak trzeba. Na podjazdach trzymałem się już reszty grupy (pomimo że kosztowało mnie to zadziwiająco dużo energii, ale w końcu cała paczka przyjeżdża na luzach w top100 open maratonów). Na płaskich singletrackach oraz na zjazdach, to po prostu poezja jest! Korzeń? Jaki korzeń? Kamień? Jaki kamień?
Teraz pozostaje tylko zwalczyć mój lęk przed zjeżdzaniem "na łeb na szyje" i w drogę. Dobra okazja będzie do tego w czwartek na maratonie w Karpaczu 
Narazie jeszcze za wcześnie na podsumowania, bo w sumie zrobiliśmy tylko 120km, ale myślę że Giant i ja dojdziemy do porozumienia
Jeśli ktoś zastanawia się czy wynaleziono już ramę full-suspension która podjeżdża jak hardtail, to muszę rozczarować... Nawet z mega sztywnym zawieszeniem i tak targamy pod górę coś co waży więcej niż powinno i pracuje nie tam gdzie powinno. Czy da się z tym żyć? Po dzisiejszej jeździe zaczynam myśleć, że się da
komentarzy (0)










